wtorek, 20 czerwca 2017

"Ben Hur"

Tytuł: "Ben Hur"
Reżyseria: Timur Bekmambetov
Gatunek: historyczny
Rok produkcji: 2016

Znalezione obrazy dla zapytania ben hur

Historia Bena Hura Lewisa Wallace'a to opowieść już klasyczna. Doczekała się wielu adaptacji. Jedne były wierniejsze, inne mniej, ale główny motyw pozostał ten sam i przynosi tej historii sławę aż po dzień dzisiejszy.
Skupię się na najnowszej adaptacji, która miała swoją premierę w zeszłym roku. Od razu zaznaczam, że nie czytałam książki i nie oglądałam żadnej wcześniejszej wersji. Kiedy skończyłam oglądać film to poszperałam trochę w internecie na temat tej historii i znalazłam parę różnic względem oryginału, jednak nie będę się tutaj na nie powoływać, bo aż tak dobrze z nimi obeznana nie jestem. Natomiast jeżeli ktoś z was czytał, bądź oglądał poprzednią wersję, to może się trochę zaskoczyć.
"Ben Hur" z 2016 roku przedstawia nam historię żydowskiego arystokraty, żyjącego w czasach Jezusa, który zostaje skazany na galery (praca niewolnicza przy wiosłach). Judah Ben-Hura poznajemy jako sympatycznego i przywiązanego do rodziny mężczyznę. Jego życie to sielanka, uczty, zabawy, wyścigi i wszystkie dobra, które ma się będąc na wysokim stanowisku społecznym. Jednak nie wszyscy Żydzi mają tyle szczęścia w państwie rządzonym przez Rzymian. Istnieje potężny ruch, który chcę obalić panującą władzę, jednak Ben Hur jest od tego daleko, do czasu gdy w jego domu pojawia się ranny chłopak, członek rebelii. Ten moment jest kluczowy dla dalszych losów Bena Hura, które już w niczym, nie będą przypominały radosnej uczty.
Już na samym początku narrator zwraca nam uwagę, że film będzie w dużej mierze opierał się na więzi między głównym bohaterem a jego przyrodnim bratem Messalą, który jest rodowitym rzymianinem. Zostaje nam ukazana scena wyścigu konnego, gdzie możemy zaobserwować niesamowitą zażyłość między tą dwójką, która choć tak różna od siebie to jednak świetnie się dogaduje. Los niestety lubi płatać nam figle i ich więź zostaje wystawiona na, wydawać by się mogło, niemożliwą do przejścia próbę.
"Ben Hur" miał okazać się wielkim sukcesem kinowym. Był to powrót do wielkiego dzieła z 1959 roku, które otrzymało 11 Oscarów. Niestety wizja losów Ben Hura z 2016 roku dla wielu osób okazała się porażką. Myślę, że głównym powodem jest to że te wersje w jakimś stopniu się od siebie różnią. Jednak nie tylko to przekłada się na gorszą ocenę. Film ten ma parę mankamentów, które zaniżają jego ocenę. Jednym z nich jest złe zastosowanie technik komputerowych do tworzenia krajobrazów. Przykro mi to mówić, ale nie wypadły one dobrze. Z założenia mieliśmy otrzymać piękny krajobraz antycznego kraju, a w rzeczywistości patrzymy na, owszem ładne, ale nie do końca dopracowane miejsce, któremu brak realizmu.
Kolejnym minusem dla niektórych może być poprowadzenie głównego wątku. Mnie osobiście spodobało się rozwiązanie jakie wprowadził Timur Bekmambetov. Uważam, że niesie ze sobą piękne przesłanie o potrzebie wybaczania i niebezpieczeństwie jakie stwarza chęć bycia akceptowanym i szanowanym, o tym jak ciężko zapracować na swoje dobre imię i jak dążenie do tego może zaślepiać nas i sprawiać, że popełniamy czyny, których się brzydzimy. 
Grę aktorską oceniam w miarę pozytywnie. Moim zdaniem na pochwałę zasługuję Jack Huston (Ben Hur), który świetnie pokazał przemianę swojego bohatera i wykreował naprawdę ciekawy charakter. Oczywiście nie można powiedzieć złego słowa o Marganie Freemanie, który uświetnia każdy film, w którym się pojawi. Reszta wypadła również bardzo dobrze. 
Podsumowując pomimo wielu negatywnych opinii o tym filmie ja oceniam go dobrze. Nie zachwycił mnie jakoś szczególnie i nie wcisnął w fotel, ale oglądałam go z zaciekawieniem. Uważam, że warto poświęcić mu uwagę, ale jeśli macie pod ręką coś co bardziej was zainteresuje, to lepiej wybierzcie tę drugą opcję. 

MOJA OCENA: 6/10

poniedziałek, 25 stycznia 2016

26 - "Bitwa o Skandię"

Tytuł: "Zwiadowcy księga IV: Bitwa o Skandię"
Autor: John Flanagan
Ilość stron: 385
"Z nadejściem wiosny Will i Evanlyn muszą porzucić bezpieczną chatę w skandyjskich górach. Kiedy szykują się do wyprawy ku granicy z Teutonią, Evanlyn nagle znika. Will wyrusza na poszukiwania, ale nawet uczeń zwiadowcy nie jest w stanie pokonać sześciu srogich temudżeińskich jeźdźców. Na szczęście w samą porę z pomocą nadchodzą Halt i Horace. Radość ze spotkania przyjaciół trwa jednak krótko. Okazuję się bowiem, że temudżeiński zwiad wiedzie za sobą wielką armię niepokonanych stepowych wojowników. Skandii i królestwu Araluenu grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Czy zaprzysięgli wrogowie staną do walki ramię w ramię, aby zwyciężyć?"  

Jest to już czwarty tom "Zwiadowców" i niezmiennie utrzymany jest na wysokim poziomie. Co jest atutem tej serii i co sprawia, że zdobyła ona tylu czytelników na świecie? Z pewnością są to bohaterowie, ponieważ żadna książka z płytkimi, mało wyrazistym postaciami nie odniesie takiego sukcesu. Mnie osobiście urzekł korpus zwiadowców. Ich elitarności, odrębność i wyjątkowość. Powiedzmy sobie szczerze, oni wymiatają. Ja do plusów zaliczam również czas, w którym ta powieść jest osadzona. Jestem wielką fanką średniowiecznych klimatów, zapewne również dlatego ta seria zdobyła moją sympatię.
Kierując uwagę na tę konkretną część, to tak jak po poprzednich jestem zadowolona. Mamy tutaj Halta, misję ratunkową, spisek, atak, bitwę, poświęcenie, przyjaźń i płynącą z tej książki, szczególnie w czasie bitwy, epickość! Jest to dokładnie to czego od dobrej lektury oczekuję.
Co w tej części wpisałabym do plusów? Na pewno będzie to swego rodzaju przyjaźń pomiędzy Haltem, a Erakiem. Podobało mi się to, że żywili do siebie przyjazne stosunki mimo tego, że pochodzili z dwóch różnych krain, które nie były wobec siebie pokojowo nastawione. Uważam, że autor dobrze zrobił stawiając tych dwoje na swojej drodze. Pokazał tym samym, że nie liczy się to skąd jesteśmy, gdzie się wychowaliśmy, czy jaką mamy rodzinę. Liczy się to jacy jesteśmy my.
Nie jest to moja ulubiona część z serii, ale nie znaczy to, że jest zła. Po prostu dwie pierwsze części bardziej mnie urzekły, ale i ta jest warta uwagi.
Co zapisałam na minusy? Bardzo irytowała mnie księżniczka Cassandra. Rozchwiana emocjonalnie (tak jakby), niezdecydowana, marudna, użalająca się. Możliwe, że przesadnie o niej mówię, ale naprawdę działała mi na nerwy.Przez nią czasami miałam ochotę odłożyć książkę i wziąć się za inną.
Bardzo długi okres minął odkąd skończyłam tą część, więc teraz przedstawię moje odczucia z perspektywy czasu. Przede wszystkim kiedy wspominam tą książkę, jaki i całą serię towarzyszy mi takie uczucie jakbym przypominała sobie przyjemne spotkanie z kimś bliskim. Chodzi mi o to, że zostawia ona po sobie ciepłe uczucia i wrażenie, że czytanie jej było samą przyjemnością. Fabuła jest odpowiednio wciągająca, bohaterowie przyjaźni czytelnikowi, świat przedstawiony idealny aby zrelaksować się w nim w zimowe popołudnie.
"Zwiadowców" polecam jak zawsze. Przyjemne, przystępne i naprawdę warte przeczytania książki z tej serii mogą umilić wam ferie, jeśli tylko zdecydujecie się po nie sięgnąć.

MOJA OCENA: 8/10

_______________________________________________________

Ahoj!
Wiem, że trochę mnie tutaj nie było *ekhem, ekhem* trochę długo... Postanowiłam wrócić, ponieważ brakowało mi tego i naprawdę lubię to robić. Postaram się już żeby żadna tak długa przerwa się tutaj nie wkradła. Mam kilka pomysłów (2) na nowe serię i nadzieję, że wam się spodobają. Postaram się zadbać o systematyczność, ale to w późniejszym czasie. Teraz trzymajcie kciuki, żeby mój powrotowy plan się udał! 

niedziela, 15 lutego 2015

LBA TAG

Już jakiś czas temu zostałam nominowana do tego tagu przez Zagubioną w słowach. Trochę zwlekałam z odpowiedzią na niego z powodu braku czasu, ale teraz nadeszły upragnione ferie, więc to idealny moment, żeby coś na tym blogu znów zaczęło się dziać. Czas na odpowiedzi, a więc:

1. Ile książek posiadasz w swoje biblioteczce?
Trochę ich jest, ale nie patrzę na ilość, lecz na jakość. Ostatnio zaczęło mi przybywać więcej nowości, jednak nie jestem typem, który musi mieć wszystkie książki w swoich zbiorach i kupuje je na potęgę, chętnie korzystam z bibliotek.

2. Czy słuchasz audiobooków? 
Nie. Jako dziecko zniechęciłam się do nich, bo w bajce o kocie w butach nie podobał mi się głos lektora, a zresztą nie mogę się skupić na słuchaniu.

3. Jaki jest Twój ulubiony cytat?   
Nie przywiązuje dużej uwagi do cytatów. Znam parę, ale w większości nie odnoszą się one do żadnej prawdy życiowej, za to są zabawne. A oto jeden z moich ulubionych:
"Percy zajadał się wielką stertą niebieskich naleśników (o co mu chodzi z tym niebieskim jedzeniem?), podczas gdy Annabeth robiła mu wyrzuty za oblanie ich zbyt wielką ilością syropu.
- Utopiłeś je! - narzekała.
- Ej, jestem synem Posejdona - odparł. Nie mogę utonąć. Moje naleśniki też nie."

4. Czy Twoi znajomi też czytają? Czy może jesteś jedyna z swojego otoczenia?
Czytają i to dużo. Ostatnio coraz więcej osób, które znam sięga po książki. Nic, tylko się cieszyć!

5. Czy czytając słuchasz muzyki, oglądasz TV itp.?
Nic z tych rzeczy. Nie potrafiłabym się skupić na czytaniu. Często jest tak, że ja w swoim pokoju jestem pogrążona w lekturze, a w salonie ktoś coś ogląda i jak usłyszę jakąś reklamę, albo zaczyna się serial, to robię przerwę i zaczynam nucić melodie, czasem "śpiewać". :D 

6. Jaka jest Twoja ulubiona pora roku do czytania książek.   
 Zależy to od nastroju, ale chyba wiosna. Patrząc z perspektywy czasu, to właśnie wiosną czytam najwięcej. 

7. Czy lektury szkolne mają sens? Jakie jest Twoje odniesienie do nich?   
Jak większość uczniów nie darzę lektur szkolnych sympatią. Uważam jednak, że z klasykami trzeba się zapoznać, choć wolałabym żeby niektóre z tych lektur zostały zastąpione bardziej współczesnymi książkami z takim samym przesłaniem. 

8. Ile jesteś w stanie wydać miesięcznie na książki lub inne hobby czy zainteresowania?
To zależy, ale nie za bardzo lubię wydawać pieniądze na siebie. Miesięcznie pozwalam sobie na jedną rzecz, ale racze i tak nic nie kupuję, tylko czekam aż coś dostanę. .-. Oszczędzamy na wyższe cele! Teraz trzeba je tylko znaleźć! :D

9. Czy korzystasz z portali społecznościowych?
Oczywiście i to za dużo! 

10. Czy czytałaś "Romeo i Julię"? Jeśli tak, co sądzisz o tym dramacie?
Czytałam niedawno i z całą pewnością to nie jest książka dla mnie. Myślałam, że będzie jeszcze gorsza, ale i tak mnie nie zachwyciła. 

11. Książka lub serial, który Twoim zdaniem zasługuje na swoją popularność? 
"Harry Potter", "Percy Jackson i bogowie olimpijscy" i "Igrzyska Śmierci". Uwielbiam te trzy serie i nie dziwie się, że zdobyły taką popularność. 

Moje nominacje: 
Alpaka de Villiers
Basia Łęcka
Szusteczka
i każdy kto chce wziąć udział w tej zabawie.

piątek, 13 lutego 2015

ROK!

Tak jest!
Od pierwszego postu minął już rok! właściwie to minął w środę, ale ciii...
Rok to kupa czasu, choć mija bardzo szybko. A ten zleciał mi szczególnie szybko. Nie mam w sumie za bardzo czego podsumowywać, bo zrobiłam to w większości w podsumowaniu roku 2014. Za to mogę podziękować tym którzy czytają moje, jakże wysokich lotów, posty. Ostatnio co prawda nie było mnie tutaj za często, dlatego zrezygnowałam z comiesięcznych podsumowań i raczej już do nich nie powrócę. Mam za to nowe pomysły, które z czasem prawdopodobnie zacznę wprowadzać w życie.
Co wydarzyło się przez ten rok?
W zasadzie, to nie za wiele, jeśli chodzi o blog. Kroczył on swoją powolną ścieżką co mi całkiem odpowiada. Już od początku nawiązałam współpracę z Basią. Później sporadycznie przybywało obserwatorów i tak się toczy spokojne życie blogera.
Zobaczymy co przyniesie ten rok i mam nadzieję, że dalej będę kroczyć swoim tempem i po prostu dobrze się bawić.
Teraz jest czas dla was, żebyście powiedzieli mi jakiego to mam wspaniałego bloga i jaką to inteligentną i błyskotliwą osobą jestem. ( To jest oczywiście żart, ponieważ każdy ceni sobie wysoce rozwinięte poczucie humoru) :D


wtorek, 10 lutego 2015

25 - "Próby Ognia"

Tytuł: "Próby Ognia"
Autor: James Dashner
Ilość stron: 415

" Znalezienie wyjścia z Labiryntu miało być końcem. Żadnych więcej niespodzianek, żadnych puzzli. I żadnego uciekania. Thomas był przekonany, że jeśli Streferzy zdołają się wydostać, odzyskają swoje dawne życie i wspomnienia. W Labiryncie życie było łatwe. Mieli jedzenie, schronienie i względne bezpieczeństwo. Dopóki Teresa nie zapoczątkowała końca. Ale w świecie poza Labiryntem koniec został zapoczątkowany już dawno temu. Spalona przez Pożogę i wysuszona z powodu nowego surowego klimatu, Ziemia stała się krainą zniszczenia, penetrowaną przez Poparzeńców, ludzi zarażonych Pożogą. Dlatego Streferzy wciąż nie mogą przestać uciekać. Zamiast upragnionej wolności, muszą stawić czoła jeszcze jednej próbie. Muszą przejść przez najbardziej spaloną część świata i dotrzeć do celu w ciągu dwóch tygodni. Ale DRESZCZ przygotował im na tej drodzę wiele niespodzianek. Wiele krwawych niespodzianek."

Po świetnym moim zdaniem "Więźniu Labiryntu" szybko wzięłam się za "Próby Ognia" przekonana, że i one będą równie wspaniałe. Niestety wysunęłam pochopne wnioski, bo przecież każą dobrą serię można zepsuć, choć może to za duże słowo w tym przypadku.
Po pierwsze w drugim tomie o zmaganiach Streferów było bardzo dużo krwi i śmierci, w moim odczuciu. Jasne, zawsze mogło być więcej, jednak miałam dziwne wrażenie, że głównym celem autora w tej części było zabicie wszystkich bohaterów, o których czytelnicy nie mieli bladego pojęcia i sprawienie, żeby czytając książkę myśleli sobie: "Kim do jasnej ciasnej jest był człowiek?!". W dodatku sposoby w jakie umierali były naprawdę dziwne. Zaskoczyły mnie tak bardzo, że w trakcie lektury cały czas myślałam, co ten autor ma w głowie i czy nie powinnam zacząć się martwić.
O co chodzi w całej tej historii? To pytanie nie daje mi spokoju. Kłamstwo na kłamstwie, a pod nim jeszcze jedno kłamstwo. Ktoś pomyślał, że w "Próbach..." wszystko się wyjaśni? Grubo się mylił, zresztą tak jak ja. Drugi tom miesza w całej historii jeszcze bardziej. Męczyłam moje szare komórki, żeby rozgryźć plany DRESZCZ-u, jednak nic z tego. Kiedy już myślałam, że coś wiem, działo się coś nieprzewidywalnego i znów musiałam główkować od początku.
Kolejny minus, który sprawia, że "Próby..." są gorsze od "Więźnia..." to Brenda. Naprawdę poważnie irytowało mnie jej zachowanie. Nie mam pojęcia po jakiego grzyba była tam ona umieszczona, bo w sumie nic wielkiego ze sobą nie wniosła. Wszystkie sceny z jej udziałem groziły wybuchem niekontrolowanej złości i chęcią odłożenia książki. Reszta bohaterów była bardzo dobra i nie mam mi nic do wytknięcia.
Ups... wyszło, że książka mi się nie podobała. Tak nie było, po prostu jestem nią rozczarowana, ale nie była ona tragiczna. Zabrakło mi tutaj czegoś z pierwszej części i nie chodzi o Labirynt. Trzecia część już czeka na półce i mam nadzieję, że będzie lepsza i w końcu się wszystko wyjaśni.
Skoro zaprzeczyłam, że książka jest zła, to powinnam chyba przytoczyć jakieś argumenty za. Co mi się podobało? Jak już wcześniej wspominałam trochę osób w tej książce zginęło i pomimo że zgony te były dziwne, to każdy kolejny wpływał na bohaterów którzy przeżyli. Obserwowanie bohaterów, ich reakcji i walki o przeżycie skłoniło mnie do pewnych przemyśleń. Moją pierwszą reakcją gdy ktoś umierał były myśli typu: "Hej! Przecież mogliście mu pomóc" (choć pewnie by nie mogli) albo "Wy bezduszni i nieczuli ludzie, nic was nie obchodzą Ci zmarli", jednak zaraz potem pomyślałam sobie, czy ja zachowałabym się wtedy inaczej. Obserwowałam więc zmiany jakie zachodziły w bohaterach i zastanawiałam się jaka jest przyczyna podejmowania przez nich różnorakich decyzji. Dochodzę więc do wniosku że tak właśnie postąpiłaby większość w tym może i ja. Nie ważne czy Ci ludzie byli Twoimi przyjaciółmi TY chcesz przeżyć, a pomoc im może się okazać dla Ciebie misją samobójczą. Tak zareagowałaby większość, a nie tak jak szlachetni bohaterowie z innych książek, których tak uwielbiamy i cenimy sobie ich poświęcenie, choć i takie osoby się znajdą. Może i zostawienie przyjaciela bez pomocy, choć wiemy że i tak nie jesteśmy wstanie nic zrobić nie jest szlachetne, ale wymaga odwagi, żeby się nie odwrócić, żeby nie rozpaczać, żeby ból nie przejął nad nami kontroli.
Podsumowując "Próby Ognia" z perspektywy czasu polecam wam je. Mogłabym napisać, że można się przy nich dobrze bawić lub miło spędzić czas, ale to byłyby bardzo nietrafne określenia. Przy "Próbach Ognia" można podkręcić swoje zwoje i w sumie czytając możemy nawet poczuć się zmęczeni, jednak nie powiedziałaby, że zmarnujemy z nią czas. Po prostu z inną książką moglibyśmy spędzić go lepiej, ale jeśli już zaczęliście przygodę z tą trylogią, to powinniście sięgnąć po tę pozycję. Pomimo, że poziom przyjemności z czytania trochę spadł w tej drugiej części, to na pewno zabiorę się za trzecią, żeby w końcu dowiedzieć się o co chodzi.

MOJA OCENA: 6/10



piątek, 2 stycznia 2015

Podsumowanie roku 2014

Nie da się ukryć, że rok 2014 się skończy. Zapraszam, więc na kilka podsumowań tego roku.

NAJLEPSZE KSIĄŻKI ROKU!

  • Seria "Strażnicy Historii". Pomimo, że nie jest ona górnolotną lekturą, to mile spędziłam z nią czas i dobrze się bawiłam. 
  • Seria "Baśniobór". Cieszę się, że zapoznałam się z tą serią, aczkolwiek szkoda, że nie wcześniej.
  • "Niezbędnik obserwatorów gwiazd". Świetna! Bardzo mi się podobała, więc zaopatrzyłam się już w następną książkę Matthewa Quicka. 
  • Pierwsze pięć części "Felixa, Neta i Niki". Ta seria mną owładnęła. Cieszę się, że w końcu się na nią skusiłam.
  • "Złodziejka książek". Po prostu brak mi słów, żeby ją oceniać.
  • dwie pierwsze części "Zwiadowców". Pomimo, że to dopiero początek mojej przygody z tą serią, to już stała się jedną z moich ulubionych.
  • "Krew Olimpu". Zakończenie serii "Olimpijskich herosów" było najbardziej wyczekiwaną przeze mnie książką tego roku. Nie jestem usatysfakcjonowana tą końcówką, ale cóż...
  • Pierwsza część serii "Więzień Labiryntu". Było dobrze. Żarcik. Było super. Już niedługo zabieram się za drugą część. 
  • Seria "Niezgodna". Zaraz po przeczytaniu byłam nią zachwycona, jednak teraz ten hura optymizm mi przeszedł, co nie zmienia faktu iż była dobra.
  • Pierwsze trzy części "Darów Anioła". Postanowiłam nie czytać kolejnych części, ponieważ uważam, że skoro początkowo miała to być trylogia, to niepotrzebnie autorka dopisywała następne części, a mi zakończenie trzeciej przypadło do gustu.
Kolejność wymieniania książek jest przypadkowa!
A jaki jest wasz ranking?

NAJWIĘKSZE ROZCZAROWANIA!
  • Książki "Żelazny król" i "Żelazna córka". Wakacyjne szaleństwo w straganach z tanimi książkami. Nieudane. 
  • Zakończenie "Krwi Olimpu". Proszę was. LEO co to miało do diaska być?!
  • Narracja Tobiasa w "Wiernej". Pewnie większości się ona podobała, ale dla mnie Tobias był tajemniczy, niedostępny, skryty, poniekąd właśnie za to go polubiłam, a tutaj dostaję jego uczucia jak na tacy. Niestety moja sympatia do niego nieco spadła po tej ostatniej części.
Chyba niewiele mi do szczęścia potrzeba, bo to wszystkie moje książkowe rozczarowania roku 2014.

Oczywiście zeszły rok był dobry nie tylko pod względem książek. Zobaczyłam masę świetnych filmów. Przeżyłam niesamowite emocje oglądając Igrzyska Olimpijskie, Mistrzostwa Świata w siatkówce i będąc na memoriale Arkadiusza Gołasia. Były też spotkania z przyjaciółmi. Ogółem było bardzo wesoło. Jedyne co mi teraz przychodzi do głowy, a z czego jestem niezadowolona, to moje postanowienie zeszłoroczne, którego nie udało mi się spełnić. Mam nadzieję, że rok 2015 również będzie bogaty w niezapomniane chwilę i przyniesie dużo radości. Tego życzę sobie i wam!

czwartek, 27 listopada 2014

24 - "Bardzo biała wrona"

Tytuł: "Bardzo biała wrona"
Autor: Ewa Nowak
Liczba stron: 272

" Natalia, miła, spokojna dziewczyna, poznaje Norberta - pozornie sympatycznego chłopaka z dobrej muzycznej rodziny. Ich związek jednak z każdym dniem staje się coraz bardziej mroczny. Skąd bierze się przemoc? Jak to się dzieje, że zamiast wielkiej miłości przychodzi gorycz i rozczarowanie? Burzliwy także związek Mileny i Witka, pary z powieści "Krzywe 10", podsuwa czytelnikom inne pytanie: dlaczego niszczymy to, na czym nam zależy? I czym jest wierność? "Bardzo biła wrona" podejmuje temat niezwykle poważny. Autorka z właściwą sobie przenikliwością wskazuję całą masę symptomów, które w zdrowym związku dwojga ludzi pojawić się po prostu nie mogą. Każda dziewczyna, która marzy o prawdziwym uczuciu, powinna po tę powieść sięgnąć."  

Parę razy już wspominałam, że nie przepadam za książkami obyczajowymi i typowymi romansidłami dla nastolatek. Tej książki mianem typowej jednak nazwać nie można, co nie zmienia faktu, że zapewne sama z siebie nigdy bym po nią nie sięgnęła, gdyby nie konkurs do którego się zgłosiłam.
Czasami zdarza mi się, że podchodzę do danej powieści z pewnym przekonaniem. Czasem jest to pewność, że ta historia będzie świetna, a innym razem jest tak, że nie spodziewam się po niej niczego dobrego. Do "Bardzo białej wrony" podeszłam właśnie z negatywnymi odczuciami i zaskoczyłam się, bo było jeszcze gorzej niż mogłam sobie wyobrazić.
Temat poruszany w tej powieści jest bardzo poważny - przemoc w związku, nie tylko fizyczna, lecz też psychiczna. Wiem, że taki problem istnieje i co gorsza dotyka wiele osób. Uważam, że takie książki są potrzebne, żeby wyczulić ludzi, którzy się z czymś takim nigdy nie spotkali, na taki problem. Niestety książka Pani Ewy Nowak nie przemówiła do mnie w ogóle.
Nie chodzi tutaj o główny temat, czyli ten toksyczny związek, bo został on przedstawiony dobrze. Czepiam się jedynie bohaterów, jako współcześni nastolatkowie powinni mieć oni zachowania współczesnych nastolatków. Jasne, czasami zdarzają się wyjątki, perełki które nie zachowują się jak reszta, ale żeby wszyscy skumulowali się nagle w jednaj szkole? Nie chodzi mi tutaj, żeby bohaterowie byli wulgarni czy coś w tym rodzaju, ale zupełnie nie widziałam w nich teraźniejszych nastolatków. Z tego powodu trudno było wczuć się w ich sytuacje.
Kolejnym problemem były dialogi. Wkradł się tam zamęt, co niezmiernie utrudniało odnalezienie się w sytuacji. Kiedy rozmawiały ze sobą więcej niż dwie osoby niemożliwym stawało się rozróżnienie czyja jest to kwestia. Myślę, że książka nie ucierpiałaby poważnie, jeśli dodałoby się gdzieniegdzie "powiedział Norbert", czy coś w tym rodzaju. Niewątpliwie pomogłoby to w odnalezieniu się w tej lekturze.
Bardzo dziwiło mnie zachowani Natalii. Postawiłam się na jej miejscu i stwierdziłam, że gdyby jakiś obcy chłopak nagle zaczął dawać mi w szkole kanapki, to bym go raczej unikała niż się w nim zakochiwała. Jej późniejszą ślepotę na wszystkie głupstwa i wybryki Norberta można usprawiedliwić strachem, miłością, nadzieją na to że wszystko będzie dobrze, w końcu miłość jest ślepa. Nie zmienia to jednak faktu, że nie mam pojęcia jak ona mogła się w nim zakochać.
Ostatnie rozdziały były zupełnie bez sensu. Autorka zaczęła praktycznie nowy wątek i zakończyła go w epilogu, choć zdecydowanie wolałabym poczytać o perypetiach niemieckiego polaka, który postanowił wrócić do Polski, niż o losach Natalii i Norberta.
Wiem, że wielu osobom, ta książka bardzo się podoba i rozumiem nawet jak to jest możliwe. Teraz was zaskoczę i powiem, że polecam tę pozycję, ale tylko i wyłącznie osobom które dobrze czują się w takich powieściach. Jeżeli, tak jak ja, nieszczególnie przepadacie za 'obyczajówkami', a nagle najdzie was ochota na  przeczytanie takowej książki, to zacznijcie od czegoś innego! "Bardzo biała wrona" jest książką dla osób już zaprzyjaźnionych z takimi klimatami.

MOJA OCENA: 3/10