poniedziałek, 7 sierpnia 2017

"Spider-man: Homecoming"

Tytuł: "Spider-man: Homecoming"
Gatunek: akcja, sci-fi
Reżyseria: Jon Watts
Rok produkcji: 2017


O nie! Kolejny Spider-man. Czy naprawdę nie mają już o czym robić tych filmów? Myślę, że dużo osób właśnie tak zareagowała na wiadomość o tym, że zaczynają się zdjęcia do nowej wersji przygód tego bohatera. W sumie trudno im się dziwić, bo niekończące się rebooty mogą skutecznie zniechęcić do danej historii. Ponadto widzowie często lubią być wierni pierwotnej wersji i bojkotują nowe jeszcze zanim je zobaczą. Twórcy "Spider-man: Homecoming" musieli więc stanąć przed trudnym wyzwaniem, żeby stworzyć film, który będzie mógł mierzyć się z poprzednimi wersjami. Musiałam przekonać się czy mu się udało!
Przede wszystkim należy wiedzieć, że najnowszy Spider-man wchodzi w skład kinowego uniwersum Marvela, co już zapewnia mu fanów, ponieważ nie jest to luźny reboot, a część wielkiej historii. Ponad to w filmie występuje jeden z najbardziej znanych Avengersów - Iron-man. To kolejny powód, dla którego część widzów pojawi się na sali kinowej. Jednak najważniejszym z powodów jest to, że ten film jest po prostu dobry. Wyszedł naprawdę świetnie i jest chwalony na całym świecie. To własnie pozytywny odbiór zapewnia mu najwięcej fanów i bardzo dobrze, bo powinno być ich wielu.
"Spider-man: Homecoming" różni się od sowich poprzedników. Nie pokażą nam jak Peter Parker zyskał swoją moc i jak ginie wujek Ben, co dotychczas było trzonem produkcji o człowieku pająku. Mamy do czynienia z historią narodzin nowego Avengersa, a nie narodzin Spider-mana i to jest warte podkreślenia, bo wyróżnia ten film na tle innych. Dzięki temu, że nie dostajemy utartego schematu, to podczas seansu jesteśmy stale zaskakiwani i nie możemy, a raczej nie chcemy, oderwać się od niego ani na chwilę.
Dobry film tworzą dobrze dobrani aktorzy. Tutaj obsada spisała się naprawdę świetnie! Wystarczy spojrzeć na odtwórcę głównej roli - Toma Hollanda, który sam wykonywał akrobacje i sekwencje walk. Zdarzało się, że producenci rezygnowali z technologi CGI na rzecz umiejętności tego młodego aktora. To niesamowite jak bardzo zaangażował się w tworzenie swojej aktorskiej kreacji. Oglądając wywiady widać jak wiele radości sprawia mu to co robi i jak bardzo wczuł się w swoją postać. Widać to również w filmie, bo wypadł bardzo przekonująco. Reszta aktorów jest również wyśmienita, wystarczy tylko wspomnieć Robert Downey Jr. ("Sherlock Holmes", "Iron Man"), Michael Keaton ("Birdman", "Spotlight"), Marisa Tomei ("Mój kuzyn Vinny", "Zapaśnik"). Brzmi bardzo obiecująco.
Ostatnie filmy Marvela angażują coraz więcej bohaterów i naprawdę dużo się w nich dzieję, wszystko zmierza już do ostatecznej fazy. I właśnie w tym momencie do kin wchodzi Spider-man, który zupełnie odbiega od reszty. Nie ma tutaj galaktycznego konfliktu, który zagraża całemu światu, jest walka z lokalnym handlarzem bronią, może i kosmiczną, ale to nic w porównaniu z innymi bohaterami uniwersum. Jest to dobry film na złapanie oddechu przed ostateczną rozgrywką.
Jeszcze rok temu nawet zagorzali fani Marvela podchodzili sceptycznie do pomysłu stworzenia nowej wersji przygód człowieka pająka, a teraz? Film ten ma  rzesze fanów na całym świecie, jest chwalony zarówno przez krytyków jak i widzów, wielu z nich nie boi się stwierdzić, że to najlepszy Spider-man jaki powstał, a to idealny wabik.
Jestem pełna podziwu dla tego filmu, w który tak wiele osób wątpiło. Zdecydowanie spędziłam bardzo miło czas w kinie i dałam się przekonać twórcom do tej wersji. Muszę jednak przyznać, że jestem fanką wszystkich filmów jakie wydaje Marvel, więc nawet jeżeli nie otrzymałby tak pochlebnych recenzji to i tak bym go obejrzała. Natomiast osoby, które na co dzień wolą inne kino, a filmy o superbohaterach oglądają od wielkiego dzwonu mogą czuć niedosyt. Film jest zabawny i lekki, ale nie wyróżnia się niczym szczególnym. Raczej przeznaczony dla młodszych widzów i fanów, których Marvelowi nie brakuje. Jeżeli nie jesteście wciągnięci w świat kosmicznych konfliktów i superbohaterów, to ten film nie będzie tym przełomowym, który was zachęci. Przyjemne kino, które polecam bardzo mocno, ale zdaję sobie sprawę, że nie dla każdego.

MOJA OCENA: 8/10

poniedziałek, 17 lipca 2017

"Ponad wszystko"

Tytuł: "Ponad wszystko"
Tytuł oryginalny: "Everything,everything"
Reżyseria: Stella Meghie
Gatunek: Melodramat
Rok produkcji: 2017


"Ponad wszystko" była ostatnio jedna z najbardziej wyczekiwanych premier kinowych. Wszystko za sprawą książki, którą pokochały tysiące osób na całym świecie. Ja ocenię dzisiaj ten film jako osobny twór, ponieważ jeszcze nie zdążyłam zapoznać się z lekturą.
Wyszłam z kina z uśmiechem na twarzy i ciepłem na sercu, co oznacza, że film wywołał we mnie pozytywne uczucia i bardzo mi się podobał. Uważam, że jest wprost idealny na taki popołudniowy wypad do kina z przyjaciółkami, który ja sobie zafundowałam. Wszystkie świetnie spędziłyśmy ten wieczór i jestem zadowolona, że ostatecznie zdecydowałyśmy się właśnie na ten film.
"Ponad wszystko" to historia dziewczyny, która jest uczulona na wszystko, najmniejszy kontakt ze światem zewnętrznym może spowodować jej śmierć. Pewnego dnia do domu obok wprowadza się chłopak imieniem Olly. Ich znajomość zaczyna się od telefonicznych wiadomości, bo na co innego może pozwolić sobie osoba, która nigdy nie była na zewnątrz. Jednak szybko okazuje się, że dla Maddy i Olly'ego te SMS-y to już coś więcej niż przyjacielskie rozmowy. Czy uda im się pokonać nałożone na nich ograniczenia i być razem? 
Strasznie przyjemny. To mówię wszystkim, którzy pytają mnie o wrażenia po seansie. Pomimo tego, że jest to melodramat, to na sali nad płaczem dominował śmiech. Wszystko tutaj jest piękne, delikatne i urocze, ludzie, krajobrazy, ukazanie całej tej historii, naprawdę wszystko! Pewnie część z was powie, że jest przesłodzony i naciągany i będziecie mieli rację, ale w moim przypadku ciężko było się w nim nie zakochać, był tak ciepły i podnoszący na duchu, że po prostu nie mogłam! Faktycznie nie jest to wygórowane kino, ale chyba nikt nie spodziewał się, że będzie to Oscarowe dzieło.
Wielkie wyrazy uznania należą się odtwórcą roli Olly'ego i Maddy, ponieważ to w dużej mierze dzięki nim efekt końcowy jest taki pozytywny. Uważam, że świetnie się do siebie dopasowali i wyglądali razem naprawdę dobrze. Doskonale pokazali niepewność bohaterów i uroki nastoletniej pierwszej miłości. Wypadli bardzo przekonująco i naturalnie. Cieszę się, że zatrudniono aktorów, którzy są w zbliżonym wieku co grane przez nich postacie, wyszło to na plus dla tego filmu.
Wiele osób mówi, że ta historia jest schematyczna i już tyle razy powielana, we wszystkich filmach młodzieżowych, że nie ma się czym zachwycać. Faktycznie, jest ogromna liczba filmów gdzie jedna osoba jest chora i zakochuje się w drugiej. Moim zdaniem tutaj nie mamy do czynienia z aż tak utartym schematem, ponieważ zakończenie naprawdę mnie zaskoczyło i nie podejrzewałam, że to tak się potoczy. Uważam również, że sposób pokazania rozmów Maddy i Olly'ego był bardzo ciekawy i wnosił świeży powiew do filmu. Zamiast wyświetlania tekstów rozmów na ekranie zdecydowano przedstawić je jako spotkania bohaterów w wyimaginowanych miejscach, przez co częściej możemy oglądać ich razem.
Pomimo całej mojej sympatii jaką obdarzyłam ten film nie mogę pozostać ślepa na jego braki. Dalej uważam, że jest świetnym rozwiązaniem na wieczór z przyjaciółkami, ale nie da się ukryć, że jest naciągany i naiwny. A wszystko jest zbyt piękne i idealne, ale w sumie czy to coś złego? Jeżeli nie przeszkadza wam ta schematyczność filmów młodzieżowych i lubicie je, choć często różnią się od siebie tylko aktorami, to zdecydowanie i ten przypadnie wam do gustu. Bardzo estetyczny, spokojny i miły. Sprawi, że poczujecie się ciepło otuleni przez przeuroczą miłość Maddy i Olly'ego. Ja gorąco polecam!

MOJA OCENA: 7/10

wtorek, 20 czerwca 2017

"Ben Hur"

Tytuł: "Ben Hur"
Reżyseria: Timur Bekmambetov
Gatunek: historyczny
Rok produkcji: 2016

Znalezione obrazy dla zapytania ben hur

Historia Bena Hura Lewisa Wallace'a to opowieść już klasyczna. Doczekała się wielu adaptacji. Jedne były wierniejsze, inne mniej, ale główny motyw pozostał ten sam i przynosi tej historii sławę aż po dzień dzisiejszy.
Skupię się na najnowszej adaptacji, która miała swoją premierę w zeszłym roku. Od razu zaznaczam, że nie czytałam książki i nie oglądałam żadnej wcześniejszej wersji. Kiedy skończyłam oglądać film to poszperałam trochę w internecie na temat tej historii i znalazłam parę różnic względem oryginału, jednak nie będę się tutaj na nie powoływać, bo aż tak dobrze z nimi obeznana nie jestem. Natomiast jeżeli ktoś z was czytał, bądź oglądał poprzednią wersję, to może się trochę zaskoczyć.
"Ben Hur" z 2016 roku przedstawia nam historię żydowskiego arystokraty, żyjącego w czasach Jezusa, który zostaje skazany na galery (praca niewolnicza przy wiosłach). Judah Ben-Hura poznajemy jako sympatycznego i przywiązanego do rodziny mężczyznę. Jego życie to sielanka, uczty, zabawy, wyścigi i wszystkie dobra, które ma się będąc na wysokim stanowisku społecznym. Jednak nie wszyscy Żydzi mają tyle szczęścia w państwie rządzonym przez Rzymian. Istnieje potężny ruch, który chcę obalić panującą władzę, jednak Ben Hur jest od tego daleko, do czasu gdy w jego domu pojawia się ranny chłopak, członek rebelii. Ten moment jest kluczowy dla dalszych losów Bena Hura, które już w niczym, nie będą przypominały radosnej uczty.
Już na samym początku narrator zwraca nam uwagę, że film będzie w dużej mierze opierał się na więzi między głównym bohaterem a jego przyrodnim bratem Messalą, który jest rodowitym rzymianinem. Zostaje nam ukazana scena wyścigu konnego, gdzie możemy zaobserwować niesamowitą zażyłość między tą dwójką, która choć tak różna od siebie to jednak świetnie się dogaduje. Los niestety lubi płatać nam figle i ich więź zostaje wystawiona na, wydawać by się mogło, niemożliwą do przejścia próbę.
"Ben Hur" miał okazać się wielkim sukcesem kinowym. Był to powrót do wielkiego dzieła z 1959 roku, które otrzymało 11 Oscarów. Niestety wizja losów Ben Hura z 2016 roku dla wielu osób okazała się porażką. Myślę, że głównym powodem jest to że te wersje w jakimś stopniu się od siebie różnią. Jednak nie tylko to przekłada się na gorszą ocenę. Film ten ma parę mankamentów, które zaniżają jego ocenę. Jednym z nich jest złe zastosowanie technik komputerowych do tworzenia krajobrazów. Przykro mi to mówić, ale nie wypadły one dobrze. Z założenia mieliśmy otrzymać piękny krajobraz antycznego kraju, a w rzeczywistości patrzymy na, owszem ładne, ale nie do końca dopracowane miejsce, któremu brak realizmu.
Kolejnym minusem dla niektórych może być poprowadzenie głównego wątku. Mnie osobiście spodobało się rozwiązanie jakie wprowadził Timur Bekmambetov. Uważam, że niesie ze sobą piękne przesłanie o potrzebie wybaczania i niebezpieczeństwie jakie stwarza chęć bycia akceptowanym i szanowanym, o tym jak ciężko zapracować na swoje dobre imię i jak dążenie do tego może zaślepiać nas i sprawiać, że popełniamy czyny, których się brzydzimy. 
Grę aktorską oceniam w miarę pozytywnie. Moim zdaniem na pochwałę zasługuję Jack Huston (Ben Hur), który świetnie pokazał przemianę swojego bohatera i wykreował naprawdę ciekawy charakter. Oczywiście nie można powiedzieć złego słowa o Marganie Freemanie, który uświetnia każdy film, w którym się pojawi. Reszta wypadła również bardzo dobrze. 
Podsumowując pomimo wielu negatywnych opinii o tym filmie ja oceniam go dobrze. Nie zachwycił mnie jakoś szczególnie i nie wcisnął w fotel, ale oglądałam go z zaciekawieniem. Uważam, że warto poświęcić mu uwagę, ale jeśli macie pod ręką coś co bardziej was zainteresuje, to lepiej wybierzcie tę drugą opcję. 

MOJA OCENA: 6/10

poniedziałek, 25 stycznia 2016

26 - "Bitwa o Skandię"

Tytuł: "Zwiadowcy księga IV: Bitwa o Skandię"
Autor: John Flanagan
Ilość stron: 385
"Z nadejściem wiosny Will i Evanlyn muszą porzucić bezpieczną chatę w skandyjskich górach. Kiedy szykują się do wyprawy ku granicy z Teutonią, Evanlyn nagle znika. Will wyrusza na poszukiwania, ale nawet uczeń zwiadowcy nie jest w stanie pokonać sześciu srogich temudżeińskich jeźdźców. Na szczęście w samą porę z pomocą nadchodzą Halt i Horace. Radość ze spotkania przyjaciół trwa jednak krótko. Okazuję się bowiem, że temudżeiński zwiad wiedzie za sobą wielką armię niepokonanych stepowych wojowników. Skandii i królestwu Araluenu grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Czy zaprzysięgli wrogowie staną do walki ramię w ramię, aby zwyciężyć?"  

Jest to już czwarty tom "Zwiadowców" i niezmiennie utrzymany jest na wysokim poziomie. Co jest atutem tej serii i co sprawia, że zdobyła ona tylu czytelników na świecie? Z pewnością są to bohaterowie, ponieważ żadna książka z płytkimi, mało wyrazistym postaciami nie odniesie takiego sukcesu. Mnie osobiście urzekł korpus zwiadowców. Ich elitarności, odrębność i wyjątkowość. Powiedzmy sobie szczerze, oni wymiatają. Ja do plusów zaliczam również czas, w którym ta powieść jest osadzona. Jestem wielką fanką średniowiecznych klimatów, zapewne również dlatego ta seria zdobyła moją sympatię.
Kierując uwagę na tę konkretną część, to tak jak po poprzednich jestem zadowolona. Mamy tutaj Halta, misję ratunkową, spisek, atak, bitwę, poświęcenie, przyjaźń i płynącą z tej książki, szczególnie w czasie bitwy, epickość! Jest to dokładnie to czego od dobrej lektury oczekuję.
Co w tej części wpisałabym do plusów? Na pewno będzie to swego rodzaju przyjaźń pomiędzy Haltem, a Erakiem. Podobało mi się to, że żywili do siebie przyjazne stosunki mimo tego, że pochodzili z dwóch różnych krain, które nie były wobec siebie pokojowo nastawione. Uważam, że autor dobrze zrobił stawiając tych dwoje na swojej drodze. Pokazał tym samym, że nie liczy się to skąd jesteśmy, gdzie się wychowaliśmy, czy jaką mamy rodzinę. Liczy się to jacy jesteśmy my.
Nie jest to moja ulubiona część z serii, ale nie znaczy to, że jest zła. Po prostu dwie pierwsze części bardziej mnie urzekły, ale i ta jest warta uwagi.
Co zapisałam na minusy? Bardzo irytowała mnie księżniczka Cassandra. Rozchwiana emocjonalnie (tak jakby), niezdecydowana, marudna, użalająca się. Możliwe, że przesadnie o niej mówię, ale naprawdę działała mi na nerwy.Przez nią czasami miałam ochotę odłożyć książkę i wziąć się za inną.
Bardzo długi okres minął odkąd skończyłam tą część, więc teraz przedstawię moje odczucia z perspektywy czasu. Przede wszystkim kiedy wspominam tą książkę, jaki i całą serię towarzyszy mi takie uczucie jakbym przypominała sobie przyjemne spotkanie z kimś bliskim. Chodzi mi o to, że zostawia ona po sobie ciepłe uczucia i wrażenie, że czytanie jej było samą przyjemnością. Fabuła jest odpowiednio wciągająca, bohaterowie przyjaźni czytelnikowi, świat przedstawiony idealny aby zrelaksować się w nim w zimowe popołudnie.
"Zwiadowców" polecam jak zawsze. Przyjemne, przystępne i naprawdę warte przeczytania książki z tej serii mogą umilić wam ferie, jeśli tylko zdecydujecie się po nie sięgnąć.

MOJA OCENA: 8/10

_______________________________________________________

Ahoj!
Wiem, że trochę mnie tutaj nie było *ekhem, ekhem* trochę długo... Postanowiłam wrócić, ponieważ brakowało mi tego i naprawdę lubię to robić. Postaram się już żeby żadna tak długa przerwa się tutaj nie wkradła. Mam kilka pomysłów (2) na nowe serię i nadzieję, że wam się spodobają. Postaram się zadbać o systematyczność, ale to w późniejszym czasie. Teraz trzymajcie kciuki, żeby mój powrotowy plan się udał! 

niedziela, 15 lutego 2015

LBA TAG

Już jakiś czas temu zostałam nominowana do tego tagu przez Zagubioną w słowach. Trochę zwlekałam z odpowiedzią na niego z powodu braku czasu, ale teraz nadeszły upragnione ferie, więc to idealny moment, żeby coś na tym blogu znów zaczęło się dziać. Czas na odpowiedzi, a więc:

1. Ile książek posiadasz w swoje biblioteczce?
Trochę ich jest, ale nie patrzę na ilość, lecz na jakość. Ostatnio zaczęło mi przybywać więcej nowości, jednak nie jestem typem, który musi mieć wszystkie książki w swoich zbiorach i kupuje je na potęgę, chętnie korzystam z bibliotek.

2. Czy słuchasz audiobooków? 
Nie. Jako dziecko zniechęciłam się do nich, bo w bajce o kocie w butach nie podobał mi się głos lektora, a zresztą nie mogę się skupić na słuchaniu.

3. Jaki jest Twój ulubiony cytat?   
Nie przywiązuje dużej uwagi do cytatów. Znam parę, ale w większości nie odnoszą się one do żadnej prawdy życiowej, za to są zabawne. A oto jeden z moich ulubionych:
"Percy zajadał się wielką stertą niebieskich naleśników (o co mu chodzi z tym niebieskim jedzeniem?), podczas gdy Annabeth robiła mu wyrzuty za oblanie ich zbyt wielką ilością syropu.
- Utopiłeś je! - narzekała.
- Ej, jestem synem Posejdona - odparł. Nie mogę utonąć. Moje naleśniki też nie."

4. Czy Twoi znajomi też czytają? Czy może jesteś jedyna z swojego otoczenia?
Czytają i to dużo. Ostatnio coraz więcej osób, które znam sięga po książki. Nic, tylko się cieszyć!

5. Czy czytając słuchasz muzyki, oglądasz TV itp.?
Nic z tych rzeczy. Nie potrafiłabym się skupić na czytaniu. Często jest tak, że ja w swoim pokoju jestem pogrążona w lekturze, a w salonie ktoś coś ogląda i jak usłyszę jakąś reklamę, albo zaczyna się serial, to robię przerwę i zaczynam nucić melodie, czasem "śpiewać". :D 

6. Jaka jest Twoja ulubiona pora roku do czytania książek.   
 Zależy to od nastroju, ale chyba wiosna. Patrząc z perspektywy czasu, to właśnie wiosną czytam najwięcej. 

7. Czy lektury szkolne mają sens? Jakie jest Twoje odniesienie do nich?   
Jak większość uczniów nie darzę lektur szkolnych sympatią. Uważam jednak, że z klasykami trzeba się zapoznać, choć wolałabym żeby niektóre z tych lektur zostały zastąpione bardziej współczesnymi książkami z takim samym przesłaniem. 

8. Ile jesteś w stanie wydać miesięcznie na książki lub inne hobby czy zainteresowania?
To zależy, ale nie za bardzo lubię wydawać pieniądze na siebie. Miesięcznie pozwalam sobie na jedną rzecz, ale racze i tak nic nie kupuję, tylko czekam aż coś dostanę. .-. Oszczędzamy na wyższe cele! Teraz trzeba je tylko znaleźć! :D

9. Czy korzystasz z portali społecznościowych?
Oczywiście i to za dużo! 

10. Czy czytałaś "Romeo i Julię"? Jeśli tak, co sądzisz o tym dramacie?
Czytałam niedawno i z całą pewnością to nie jest książka dla mnie. Myślałam, że będzie jeszcze gorsza, ale i tak mnie nie zachwyciła. 

11. Książka lub serial, który Twoim zdaniem zasługuje na swoją popularność? 
"Harry Potter", "Percy Jackson i bogowie olimpijscy" i "Igrzyska Śmierci". Uwielbiam te trzy serie i nie dziwie się, że zdobyły taką popularność. 

Moje nominacje: 
Alpaka de Villiers
Basia Łęcka
Szusteczka
i każdy kto chce wziąć udział w tej zabawie.

piątek, 13 lutego 2015

ROK!

Tak jest!
Od pierwszego postu minął już rok! właściwie to minął w środę, ale ciii...
Rok to kupa czasu, choć mija bardzo szybko. A ten zleciał mi szczególnie szybko. Nie mam w sumie za bardzo czego podsumowywać, bo zrobiłam to w większości w podsumowaniu roku 2014. Za to mogę podziękować tym którzy czytają moje, jakże wysokich lotów, posty. Ostatnio co prawda nie było mnie tutaj za często, dlatego zrezygnowałam z comiesięcznych podsumowań i raczej już do nich nie powrócę. Mam za to nowe pomysły, które z czasem prawdopodobnie zacznę wprowadzać w życie.
Co wydarzyło się przez ten rok?
W zasadzie, to nie za wiele, jeśli chodzi o blog. Kroczył on swoją powolną ścieżką co mi całkiem odpowiada. Już od początku nawiązałam współpracę z Basią. Później sporadycznie przybywało obserwatorów i tak się toczy spokojne życie blogera.
Zobaczymy co przyniesie ten rok i mam nadzieję, że dalej będę kroczyć swoim tempem i po prostu dobrze się bawić.
Teraz jest czas dla was, żebyście powiedzieli mi jakiego to mam wspaniałego bloga i jaką to inteligentną i błyskotliwą osobą jestem. ( To jest oczywiście żart, ponieważ każdy ceni sobie wysoce rozwinięte poczucie humoru) :D


wtorek, 10 lutego 2015

25 - "Próby Ognia"

Tytuł: "Próby Ognia"
Autor: James Dashner
Ilość stron: 415

" Znalezienie wyjścia z Labiryntu miało być końcem. Żadnych więcej niespodzianek, żadnych puzzli. I żadnego uciekania. Thomas był przekonany, że jeśli Streferzy zdołają się wydostać, odzyskają swoje dawne życie i wspomnienia. W Labiryncie życie było łatwe. Mieli jedzenie, schronienie i względne bezpieczeństwo. Dopóki Teresa nie zapoczątkowała końca. Ale w świecie poza Labiryntem koniec został zapoczątkowany już dawno temu. Spalona przez Pożogę i wysuszona z powodu nowego surowego klimatu, Ziemia stała się krainą zniszczenia, penetrowaną przez Poparzeńców, ludzi zarażonych Pożogą. Dlatego Streferzy wciąż nie mogą przestać uciekać. Zamiast upragnionej wolności, muszą stawić czoła jeszcze jednej próbie. Muszą przejść przez najbardziej spaloną część świata i dotrzeć do celu w ciągu dwóch tygodni. Ale DRESZCZ przygotował im na tej drodzę wiele niespodzianek. Wiele krwawych niespodzianek."

Po świetnym moim zdaniem "Więźniu Labiryntu" szybko wzięłam się za "Próby Ognia" przekonana, że i one będą równie wspaniałe. Niestety wysunęłam pochopne wnioski, bo przecież każą dobrą serię można zepsuć, choć może to za duże słowo w tym przypadku.
Po pierwsze w drugim tomie o zmaganiach Streferów było bardzo dużo krwi i śmierci, w moim odczuciu. Jasne, zawsze mogło być więcej, jednak miałam dziwne wrażenie, że głównym celem autora w tej części było zabicie wszystkich bohaterów, o których czytelnicy nie mieli bladego pojęcia i sprawienie, żeby czytając książkę myśleli sobie: "Kim do jasnej ciasnej jest był człowiek?!". W dodatku sposoby w jakie umierali były naprawdę dziwne. Zaskoczyły mnie tak bardzo, że w trakcie lektury cały czas myślałam, co ten autor ma w głowie i czy nie powinnam zacząć się martwić.
O co chodzi w całej tej historii? To pytanie nie daje mi spokoju. Kłamstwo na kłamstwie, a pod nim jeszcze jedno kłamstwo. Ktoś pomyślał, że w "Próbach..." wszystko się wyjaśni? Grubo się mylił, zresztą tak jak ja. Drugi tom miesza w całej historii jeszcze bardziej. Męczyłam moje szare komórki, żeby rozgryźć plany DRESZCZ-u, jednak nic z tego. Kiedy już myślałam, że coś wiem, działo się coś nieprzewidywalnego i znów musiałam główkować od początku.
Kolejny minus, który sprawia, że "Próby..." są gorsze od "Więźnia..." to Brenda. Naprawdę poważnie irytowało mnie jej zachowanie. Nie mam pojęcia po jakiego grzyba była tam ona umieszczona, bo w sumie nic wielkiego ze sobą nie wniosła. Wszystkie sceny z jej udziałem groziły wybuchem niekontrolowanej złości i chęcią odłożenia książki. Reszta bohaterów była bardzo dobra i nie mam mi nic do wytknięcia.
Ups... wyszło, że książka mi się nie podobała. Tak nie było, po prostu jestem nią rozczarowana, ale nie była ona tragiczna. Zabrakło mi tutaj czegoś z pierwszej części i nie chodzi o Labirynt. Trzecia część już czeka na półce i mam nadzieję, że będzie lepsza i w końcu się wszystko wyjaśni.
Skoro zaprzeczyłam, że książka jest zła, to powinnam chyba przytoczyć jakieś argumenty za. Co mi się podobało? Jak już wcześniej wspominałam trochę osób w tej książce zginęło i pomimo że zgony te były dziwne, to każdy kolejny wpływał na bohaterów którzy przeżyli. Obserwowanie bohaterów, ich reakcji i walki o przeżycie skłoniło mnie do pewnych przemyśleń. Moją pierwszą reakcją gdy ktoś umierał były myśli typu: "Hej! Przecież mogliście mu pomóc" (choć pewnie by nie mogli) albo "Wy bezduszni i nieczuli ludzie, nic was nie obchodzą Ci zmarli", jednak zaraz potem pomyślałam sobie, czy ja zachowałabym się wtedy inaczej. Obserwowałam więc zmiany jakie zachodziły w bohaterach i zastanawiałam się jaka jest przyczyna podejmowania przez nich różnorakich decyzji. Dochodzę więc do wniosku że tak właśnie postąpiłaby większość w tym może i ja. Nie ważne czy Ci ludzie byli Twoimi przyjaciółmi TY chcesz przeżyć, a pomoc im może się okazać dla Ciebie misją samobójczą. Tak zareagowałaby większość, a nie tak jak szlachetni bohaterowie z innych książek, których tak uwielbiamy i cenimy sobie ich poświęcenie, choć i takie osoby się znajdą. Może i zostawienie przyjaciela bez pomocy, choć wiemy że i tak nie jesteśmy wstanie nic zrobić nie jest szlachetne, ale wymaga odwagi, żeby się nie odwrócić, żeby nie rozpaczać, żeby ból nie przejął nad nami kontroli.
Podsumowując "Próby Ognia" z perspektywy czasu polecam wam je. Mogłabym napisać, że można się przy nich dobrze bawić lub miło spędzić czas, ale to byłyby bardzo nietrafne określenia. Przy "Próbach Ognia" można podkręcić swoje zwoje i w sumie czytając możemy nawet poczuć się zmęczeni, jednak nie powiedziałaby, że zmarnujemy z nią czas. Po prostu z inną książką moglibyśmy spędzić go lepiej, ale jeśli już zaczęliście przygodę z tą trylogią, to powinniście sięgnąć po tę pozycję. Pomimo, że poziom przyjemności z czytania trochę spadł w tej drugiej części, to na pewno zabiorę się za trzecią, żeby w końcu dowiedzieć się o co chodzi.

MOJA OCENA: 6/10